facebook twitter LinkedIn

{czytanki}

14/04/2008

Cyrk

ludzik kosci do gryPlastikowe, półprzezroczyste wiatraczki. Wata cukrowa i ciepłe piwo siorbane z plastikowych kubeczków. Twarze rozpalone duchotą cyrkowego namiotu i emocjami prawie dorównującymi tym, przed wieczorną Dynastią. Wszystko w paski - humory w paski, namiot w paski, klaun w pasiastych spodniach, zebra.

Chropowate od pryszczy i rozepchane alkoholem nosy otyłych mężczyzn w białych podkoszulkach na naramkach wszystkie zwrócone w jedną stronę. Centrum areny. Piasek obsrany przez gołębie, rozrzucony przez pieski-skoczki, podeptany przez zbyt duże buty klownów i opluty przez rozentuzjazmowanego konferansjera w pasiastym, a jakże, garniturze. Teraz środek areny zdaje się być pusty. Zapadły ciemności. Tylko snop światła. Nadmierne wpatrywanie powoduje łzawość oczu. Wszystkie dzieci wypatrują nadmiernie. Teraz gwiazda wieczoru. Człowiek w armacie!

strzalka

Kask w amerykańską flagę, dyskretne tekturowe skrzydełka przy kasku, na plecach i przy butach. To on - bohater na miarę największych - Sylwester Stalona z Rambo Osiem Milionów i Luis Amstron z pierwszego lądowania na księżycu. Specjalny podest (a wygląda jak zwykły taboret do obierania kartofli), specjalny strój (a wygląda jak dres z Tesco), specjalne wszystko (a wygląda jak wszystko inne). Ten moment. Nogi w armacie, ręce w armacie, cała nadziej w armacie.

Wszystkie dzieci odruchowo zatykają uszy rękoma. Tylko Tymek nie. Tymek nie ma odruchów. Tymek ma swój rozum. Już 5 lat go ma, więc zdążył wszystko przemyśleć i odruchy mu niepotrzebne. Odruchy są dla słabeuszy.

Znowu armata. Trochę więcej światła, obudził się człowiek-orkiestra na werblu. Światło na lufę. Lufa wycelowana w pasiasty dach namiotu. Koń z doszytym garbem, zaocznie wielbłąd, dyskretnie pierdnął w stajni. Moment jest dziejowy. Oczy wpatrzone, uszy zatkane. Tylko Tymka nie.

Ogień podłożony. Lont syczy. Człowiek w armacie uśmiecha się nerwowo. Człowiek na werblu wyczynia cuda. Błysk, huk, dziura w dachu, rodzice zdezorientowani, dzieci zachwycone, koń na zapleczu zupełnie niewzruszony, dziękujemy za uwagę, zapraszamy ponownie, przejażdżka na kucyku cztery złote, wata cukrowa na lewo.

Koniec cyrku. Robimy siku za namiotem, wszyscy udają, że nie widzą.

Tymek wraca z mamą i tatą i bratem i znajomymi do popgrowskiego bloku, nieopodal. Dorośli człapią niespiesznie, gestykulują i przeklinają. Dzieci biegają dookoła, sypiąc sobie piaskiem w oczy. W drodze mijają mężczyznę z twarzy podobnego zupełnie do nikogo. Dorośli zbyt zajęci są dyskusją o nowym modelu traktora, żeby zauważyć dziwny tobołek niesiony przez przechodnia. Ale Tymek oko ma bystre, brwi krzaczaste, spojrzenie świdrujące. Zauważa osmalone policzki mężczyzny, wzrok rozbiegany, krok niepewny. Dyskretne, tekturowe skrzydełka przy trampkach. Porozumiewawczo kiwa głową.

Ciężka dola człowieka w armacie - nie dość, że wiele hałasu o nic, to jeszcze trzeba wracać o własnych nogach.

Tymek myśli jednak, że „to musi być życie!"

txt: Zbigniew Wantuch

fot. ouaille

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 
  • April 20, 2008, 1:56 pm - gen

    Mnie sie podoba to porownanie:"z twarzy podobny do nikogo":)

  • April 18, 2008, 3:02 pm - hihho

    taaak.."to musi byc życie":)gratulacje dla bystrego chlopca co sie odruchom nie ima i tworcy papierowego cyrku ktory, zdecydowanie ozyl na moment, w postaci jaka pamietam z lat dziecinnych!

  • April 18, 2008, 11:52 am - ewcik

    Najbardziej podoba mi się błyskotliwe zarysowanie opozycji rozum-odruchy:) No i efektowna puenta. Odpowiednie proporcje zgrabnego humoru i ciężkich przemyśleń dają prawdziwie życiową miksturę...

szukaj: