facebook twitter LinkedIn

{czytanki}

24/11/2008

Siła percepcji

fearJedni uciekają wrodzonym odruchem. Drudzy walczą. Inni leżą bez ruchu. Każdy jednak przeżywa silną i przykrą emocję. Niejednakowo wywołującą krzyk, zasłanianie oczu dłońmi, płacz, czy odwracanie się. I choć uczucie to wkrótce mija, niemal każdy zdaje sobie sprawę, że jeszcze kiedyś powróci. Strach jest przecież nieodłącznym elementem naszego życia.

Cisza w moim spokojnym pokoju została przerwana niespodziewanie. Nagły, nieznany odgłos sprawił, że znieruchomiałam. Dodatkiem była tu ciemność, która nie pozwalała mi uchwycić wzrokiem miejsca, z którego dobiegał hałas. Na złość kołdra była za krótka. Jak zwykle w tej chwili. Nieznośne milczenie sprawiało, że uszy jeszcze bardziej skupiały się na najcichszych odgłosach. Tych najdrobniejszych. Ażeby ich nie zagłuszać, starałam się nie oddychać, a gdy już musiałam robiłam to delikatnym brzmieniem.

door

Pod kołdrą było gorąco. Jak zawsze. I teraz także stopy na wpół odkryte były, aby podwójnie pokryć całą głowę. Dreszcze przechodziły po ciele w rytm dzwoniącego o szyby deszczu. Było już późno. Wszyscy spali. No prawie. Poza mną. I to także stawało się rytuałem. Nie wiem, czy za dużo zjadałam na noc. Może zbyt długo brałam prysznic. Sen zawsze przychodził do mnie zbyt późno. Zasada była jedna: brykać tak długo, aż baterie trzymają. Ja musiałam mieć mega hiper długotrwałe akumulatorki. To coś na podobieństwo reklamy, w której zajączki testują baterie znanej marki. Jeden wówczas nagle pada w trakcie biegu. Tak musiałam wyglądać. Biegam. Przewracam. Skaczę. Śpiewam. Wyję. Tańczę. Śmieję. Płaczę. Bum. Koniec mocy. Zasypiam.

Mimo wszystko zawsze próbowałam dopomóc szczęściu, dlatego liczyłam baranki. Na próżno.

Od czasu do czasu dawało się słyszeć szemranie. Cichutkie skrobanie. Łagodny szelest. Serce waliło tak głośno, że bałam się, że to coś mnie zlokalizuje. Sparaliżowana leżałam. Ani drgnęłam. A nuż. A jeśli odnajdzie? Odkryje kołdrę?! I weźmie mnie za piżamkę?!! Auć! Ojej!

fear

Próbowałam coś powiedzieć. Nic z tego. A co dopiero krzyczeć?! Nie było szans. Strach powziął mnie doszczętnie. Wokoło mnie była ciemność. Do okien stukały owładnięte wiatrem gałęzie. Zgłodniałe czyjeś oczy czerwonością patrzały w głąb mego pokoju. Szczypałam się po całym ciele. Do oczu napływały łzy. W tym durnym zastoju dźwięku zdawałam sobie sprawę, że nie jestem sama. Egzystuję w świecie pełnym fantastycznych wyobraźni o bycie, który nie istnieje, a niewidoczny jest naprawdę.

txt. Panicz Urszula, panicz.ula@wp.pl

fot. scx.hu

 

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 
  • December 1, 2008, 1:26 pm - Marta

    tekścik naprawdę godny i temat super bo wszyscy od strachu raczej uciekają niz chca o nim rozmawiać a Ty zastosowałaś odwrotna teorie dla siebie i czytelnika(czki;))pozdrawiam serdecznie

szukaj: