facebook twitter LinkedIn

{reszta świata}

18/09/2009

GATOS URBANOS: dzikie koty miejskie

barcelona_kotW każdym mieście żyją dzikie koty. W dzień czujne i ostrożne, nocą wychodzą na łowy i ze świecącymi oczami przemykają to tu, to tam. Nie pogłaszczesz takiego kota, nie zbliży się do Ciebie, nie otrze o nogę. Taki kot Ci nie zaufa, bo żyje sam sobie i ludzkie pieszczoty go wcale nie interesują.

 

barcelona_kot

Populacja dzikich kotów w Barcelonie jest nadzwyczaj wysoka. Żyją w grupach po kilka bądź kilkanaście sztuk. Mieszkają głównie w parkach, na mniej uczęszczanych podwórkach, na niedokończonych budowach, w miejskich laskach, w okolicach portu, gdziekolwiek znajdą kawałek w miarę bezpiecznego terenu. Istnieje kilka powodów ich dużej liczebności. Po pierwsze: miasto jest całkiem spore. Im większe miasto, tym więcej domów, ludzi, samochodów, kotów etc. To rzecz najzupełniej oczywista, choć wcale nie najważniejsza. Innym powodem jest klimat. Tu jest ciepło, a koty lubią ciepło. Nie zmarzną, czasem tylko trochę zmokną, ich dzikie łapy nigdy nie będą musiały stąpać po śniegu, dni, w których można się wylegiwać na słońcu jest o wiele więcej niż na poznańskiej Arenie czy Cytadeli. Wreszcie: koty te mają obok morze, a morze to port, a port to ryby. Koty lubią ryby. Żyjąc nieopodal portu są całkowicie nasycone i zadowolone, stały dostęp do pokarmu, całoroczny, pierwszej świeżości. Nie ma potrzeby, by się gdziekolwiek ruszać. Toteż się nie ruszają i są bardziej rozleniwione niż te z parku czy pobliskiej górki. Obszar, klimat, pożywienie. Jednak coś jeszcze sprawia, że barcelońskie koty mają się całkiem dobrze i jest to prawo.

barcelona_kot

Ustawodawstwo Katalonii zabrania krzywdzenia dzikich, miejskich kotów, daje za to możliwość tworzenia tzw. kontrolowanych kolonii, które wspierane są przez urząd miejski, organizacje non-profit oraz wolontariuszy. W Barcelonie istnieje ok. 400 takich zarejestrowanych kolonii. Opieka nad nimi polega na sterylizacji każdego osobnika, zaszczepieniu go przeciw najważniejszym chorobom oraz dokarmianiu (nie piszę „karmieniu", ponieważ znaczną część pożywienia koty takie potrafią sobie zdobyć same). W ustawodawstwie barcelońskim jest mowa o tym, że mieszkańcy mogą dokarmiać i pomagać dzikim kotom, chyba że prezydent miasta wyda rozporządzenie o zakazie dotyczącym jakichś konkretnych zwierząt.

barcelona_kot

Ciekawostką jest, że można dostać mandat nie za dokarmianie zwierzęcia, ale robienie tego w sposób niehigieniczny, zagrażający zdrowiu innych czy też powodujący zaśmiecenie przestrzeni publicznej.

Oczywiście istnieją też przeciwnicy takiego stanu rzeczy. Według nich koty powinny być łapane, zamykane w schroniskach, a jeśli już ktoś tak bardzo chce im pomóc, to niech je sobie zaadoptuje. Zdają się oni nie widzieć, że istnieją również pewne korzyści z istnienia takich kolonii. Najważniejszą (i chyba najłatwiejszą do przyswojenia przez przeciwników) z nich jest fakt, że w okolicach, w których mieszkają koty nie występuje problem szczurów. Nie ma ich. I dzieje się tak nie tylko dlatego, że są przez koty zjadane, ale też dlatego, że się po prostu wynoszą tam, gdzie kotów nie ma.
Jako miłośniczka kotów pozostaję wielce kontenta z takiego obrotu spraw. Koty żyją, mają się dobrze, nie chorują, nie rozmnażają się szaleńczo, a jednocześnie mają życie o wiele bardziej kocie niż rasowy egzemplarz, który sama posiadam w domu.

barcelona_kot

txt, fot. Joanna Błauciak

 

facebook twitter LinkedIn
dodaj komentarz

dodaj komentarz

wpisz kod z obrazka
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):
 

szukaj: