{Poznań - miejsca}
Dom szklany, dom ceglany
Trzeba było zlepić kilka kontenerów, żeby w jednym miejscu skonfrontować sztuki i pomieścić ich sympatyków. Choć festiwal KontenerArt ma własną ideę, jednocześnie uzasadnia inną. Aktyw artystyczny tego miasta musi mieć dom, który nie odjedzie na ciężarówkach. Kiedy jesienią 2008 roku w centrum miasta stanęły przezroczyste klocki kontenerów, jednych poruszyły, tak że drzwi szybko zaczęły skrzypieć z nadużycia, innych zatrzymały, na chodniku ze wzrokiem pytającym. Pomysł Ewy Łowżył najpierw zwrócił uwagę na siebie, by rok później oświetlić zakrzepły fragment tkanki miasta. Tym razem KontenerArt przybył z misją na Chwaliszewo, o którym mówi się najczęściej w środowisku deweloperów i służb porządkowych. Jednak październikowy tydzień był tam czasem koloru. Festiwal rozlał barwę i odświeżył krajobraz. Na ulicach był ruch, w kontenerach tłok, ale w końcu ktoś musiał się wychylić i ogłosić koniec. Wesołe miasteczko odjechało, a na ubitej ziemi został tylko problem. To znaczy nic nie zostało, i tak problem wygląda. Bo dumne miasto Poznań ma powód do wstydu. Nie ma centrum. Kultury. A chce być stolicą tejże. W Europie! Takim centrum nie jest osowiałe CK Zamek ani chimeryczny Stary Browar. Centrum kultury w Poznaniu jest… w projekcie.
KontenerArt jest tymczasowy, przyjeżdża dostawczymi, rozkłada scenę czyli dywan, bar ma na kółkach a widownię na poduszkach. Jest jednocześnie świetnym pomysłem i karykaturą rzeczywistości w jakiej tworzy się w Poznaniu. A tworzy się wiele i Stowarzyszenie Czasu Kultury dobrze o tym wie. Dlatego powołuje do życia odważny projekt. Zakłada on adaptację przestrzeni starej gazowni, o czym pisze się i mówi, i czeka przede wszystkim, aż się coś ponad to wydarzy. Nowa Gazownia ma być warsztatem, miejscem pracy nad sztuką, wyrzutnią idei i wspólnym mianownikiem inicjatyw. Ma być adresem sztandarowym i podnieść standard.
Jeśli projektu nie uzasadnia widok wywożonych kontenerów, to na pewno użyty w debacie wokół projektu termin kultury bezdomnej. Tymczasem, spektakle uliczne wcale nie powstają z konieczności. Nie musimy też oglądać filmów z wozu. Możemy wyliczać kina i teatry… Domu potrzebuje jednak to co rodzi się z uczestnictwa w kulturze, ulatujący w miasto dyskurs i jego owoce. W gazowni mają zamieszkać pomysły. Choć są i tacy, którzy na otwarcie bram czekają jak na mieszkanie socjalne. Od momentu cichej śmierci Głośnej Samotności poznański klub Krytyki Politycznej mieszka we własnym blogu, nie ustają też kłopoty Polskiego Teatru Tańca.

Można by obawiać się o to, że Nowa Gazownia przyniesie syndrom hipermarketu i mapa kulturalna Poznania skurczy się jak liczba osiedlowych sklepów, ale to w zupełnym niezrozumieniu jej funkcji. Wątpię, żeby pracownicy CK Zamek palili pod murami NG opony. Nie będą mieli powodów, bo NG niczego nie zabierze, a wiele może dać. Nie opustoszeje kino Muza, gdzie gabloty z repertuarem potrafią zawstydzić popularnością sąsiednie witryny z włoskim obuwiem, ani przeludniony zazwyczaj korytarz Ósemek. Nowa Gazownia będzie działać na rynku kapitału kulturowego - w którym francuski socjolog Pierre Bourdieu upatruje jeden z warunków awansu społecznego i zwiększenia rangi miasta - a nie na finansowym polu bitwy.
Ludzie do pracy już czekają. I tylko patrzeć kiedy nowe pomysły dostaną skrzydeł. Wszak optymizm to połowa sukcesu, jak głosi slogan reklamowy miasta. Tego się trzymając, trzeba mieć nadzieję, że logo Poznania nie przekreśliło jeszcze szans miasta, i walka o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury jeszcze ma sens. Zresztą, większy ma sens niż cel.
txt. Grzegorz Luft
graf. - projekt: Ewa Łowżył
fot. ouaille
Patrz też:
dodaj komentarz
a propos polityki kulturalnej miasta: http://innerspaces.pl/petition.html